Niestety, w ciągu ostatnich dwóch dni świat obiegły informacje o dwóch poważnych zdarzeniach, które w sposób dramatyczny potwierdzają odwieczną regułę lotnictwa.23 marca w Kolumbii wojskowy Lockheed C-130 Hercules rozbił się tuż po starcie z lotniska w Puerto Leguízamo.

Maszyna z ponad 120 osobami na pokładzie (głównie żołnierze) runęła do dżungli zaledwie kilkaset metrów do dwóch kilometrów od końca pasa startowego. Tego samego dnia, w nocy z niedzieli na poniedziałek, na nowojorskim lotnisku LaGuardia doszło do kolejnej tragedii. Samolot pasażerski linii Air Canada Express (Bombardier CRJ-900) w trakcie lądowania uderzył w wóz strażacki na pasie. Zginęło dwóch pilotów, a 41 osób trafiło do szpitala. Na nagraniu z monitoringu widać moment zderzenia samolotu z wozem strażackim.Oba zdarzenia wpisują się w ten sam, dobrze znany statystyczny wzór.Najwięcej wypadków lotniczych – zarówno śmiertelnych, jak i tych z poważnym uszkodzeniem kadłuba – dzieje się w pobliżu lotnisk, w dwóch krytycznych fazach lotu:

  • start + początkowe wznoszenie (take-off + initial climb)
  • podejście + lądowanie (approach + landing)

Te fazy zajmują zaledwie kilka procent całego czasu lotu, ale koncentrują w sobie największe ryzyko: niską wysokość, dużą moc silników lub intensywne hamowanie, zmianę konfiguracji samolotu (klapy, podwozie), wysoki poziom stresu załogi oraz najmniejszy margines błędu.Według raportów Boeinga, Airbusa i IATA z ostatnich 20 lat:

  • podejście i lądowanie odpowiadają za ok. 50–70% wszystkich wypadków,
  • start i początkowe wznoszenie za kolejne 15–25%,
  • faza przelotu (cruise) jest statystycznie najbezpieczniejsza.

Wczorajsze tragedie w Kolumbii i na LaGuardii potwierdzają tę regułę w praktyce – oba zdarzenia miały miejsce dosłownie na lotnisku lub tuż za jego granicą. To nie jest powód do paniki ani do twierdzenia, że „latać jest niebezpiecznie”. To raczej przypomnienie, dlaczego branża lotnicza od lat inwestuje najwięcej środków i wysiłku właśnie w bezpieczeństwo startów i lądowań: doskonalenie procedur, zaawansowane systemy ostrzegania przed kolizją na ziemi (Runway Incursion), treningi w symulatorach, zarządzanie zasobami załogi (CRM) oraz szczegółową analizę każdego incydentu. Lotnictwo jest dziś bezpieczniejsze niż kiedykolwiek w historii. Ale fizyka, dynamika lotu i czynnik ludzki sprawiają, że te najbardziej newralgiczne momenty pozostają najbardziej newralgiczne.Współczujemy wszystkim ofiarom i ich bliskim. Każdy taki wypadek jest badany w najdrobniejszych szczegółach właśnie po to, by ryzyko powtórki było jak najmniejsze. Bezpiecznych lotów.

Warto w tym kontekście spojrzeć również na Polskę. W lutym 2026 roku Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Krakowie wydała pozytywną decyzję środowiskową dla budowy nowej drogi startowej na lotnisku Kraków-Balice. Docelowa długość pasa ma wynieść 2800 metrów. Przy planowanej inwestycji w całe lotnisko przekraczającej 4 miliardy złotych warto oczekiwać, że nowa droga startowa będzie spełniać najwyższe dostępne standardy bezpieczeństwa. Tymczasem nawet po jej realizacji nie uzyskamy pełnego marginesu bezpieczeństwa w najkrytyczniejszych fazach lotu. Długość 2800 m wciąż nie pozwala na pełne spełnienie zalecanych przez ICAO wymiarów strefy bezpieczeństwa na końcach pasa (RESA – zalecane minimum 240 m), szczególnie przy operacjach ciężkich samolotów w trudnych warunkach atmosferycznych.To pokazuje, że nawet duże inwestycje infrastrukturalne nie zawsze idą w parze z maksymalnym poziomem bezpieczeństwa – a właśnie w tych newralgicznych momentach (start i lądowanie) margines błędu jest najmniejszy.